niedziela, 17 maja 2015

[9] Szukając Alaski - John Green




























Myśleliście kiedyś nad tym jakie jest Wasze życie, ile jest warte? Gdyby teraz miało się skończyć, a ktoś zapytałby Was czy byliście nim usatysfakcjonowani, co byście mu odpowiedzieli? Że było szalone, ciekawe, a może zwyczajnie nudne? Czy moglibyście teraz, z czystym powiedzieć, że żyjecie pełnią życia i nie żałujecie nawet sekundy?


"Chciałem być jednym z tych, którzy mają w sobie to 'coś', co muszą pielęgnować, którzy swoim żarem wypalają pod sobą ziemię. Na razie przynajmniej znałem takich ludzi, a oni potrzebowali mnie niczym komety ogonów."
(s. 74)

Miles Halter stwierdził, że jego życie jest do niczego. Nie chciał przechodzić co dzień przez to samo, kręcić się w jednej wielkiej rutynie. Nie miał przyjaciół, a do tego nadal mieszkał z rodzicami. Jego jedynym hobby, zajęciem, które sprawiało mu przyjemność, było zapamiętywanie ostatnich słów sławnych ludzi. W tej dziedzinie był prawdziwą chodzącą encyklopedią.

"Nie wiedziałem, czy ufać Alasce, i miałem po dziurki w nosie jej nieprzewidywalności - jednego dnia zimna jak lód, następnego dnia milutka; w jednej chwili nieodparcie ponętna, w następnej odpychająco nieznośna."
(s. 109)

Postanowił skończyć z nudnym życiem i wybrać się na poszukiwanie Wielkiego Być Może. W tym celu Miles wyprowadza się do internatu w szkole Culver Creek. Miejsce to nie jest takie, jak sobie wymarzył, ale już nie może się wycofać. Chłopak dzieli pokój z Chipem Martinem (z Pułkownikiem), który już na początku znajomości nadał mu ksywkę - Klucha. Na szczęście chłopakom udaje się zaprzyjaźnić, a Miles dopasowuje się do otoczenia.

Kilka dni po przyjeździe, Miles poznaje również Alaskę Young, która go niezwykle zafascynowała. Chłopak pierwszy raz w życiu się zakochał. Ale czy uda mu się zaskarbić uczucie dziewczyny? Co stanie mu na przeszkodzie?

"Strasznie chciałem położyć się koło niej na tapczanie, objąć ją i spać. Nawet nie pieprzyć się, jak na tych filmach. Nawet nie uprawiać seksu. Po prostu spać razem, w najbardziej naiwnym znaczeniu tego słowa."
(s. 127)

To moje drugie spotkanie z twórczością pana Zielonego. Jego powieści wyróżniają się z tłumu filozoficznym podejściem do codziennych spraw oraz głębokim przesłaniem. Ta książka nie była inna, bo to co nam tu przekazał autor było niesłychanie mocne.

Postacie zostały jak zwykle idealnie wykreowane. Bez najmniejszego trudu mogłam sobie wyobrazić niskiego, umięśnionego Pułkownika stojącego w drzwiach, w oczekiwaniu na chudego, wysokiego Milesa. Szczupła Alaska o wyraźnych kobiecych kształtach i zielonych oczach również łatwo zapadła mi w pamięć.
Polubiłam Kluchę za jego oddanie przyjaciołom i wrażliwość. Uwielbiam bohaterów takich jak on.

"Pomyślałem: Oto właśnie jest strach. Zgubiłem coś ważnego i nie potrafię tego odnaleźć, choć tak bardzo tego potrzebuję."
(s. 203)

Po przeczytaniu "Gwiazd naszych wina" tego samego autora miałam bardzo wysokie oczekiwania do jego kolejnych powieści. Nie oszukujmy się, "Szukając Alaski" nie jest tak samo dobre (przynajmniej dla mnie). Dlaczego? Myślę, że było bardziej przewidywalne i po prostu nie zaskarbiło mojego serca do końca. Przy "Gwiazd naszych wina" wylałam strumienie łez, a tutaj przez te smutniejsze momenty przeszłam z jedynie kilkoma ukłuciami serca. Tak, los bohaterów nie był mi do końca obojętny i życzyłam im jak najlepiej, więc mimo to Greenowi znowu udało się na mnie wpłynąć.

Nie żałuję czasu spędzonego z nią, gdyż była to na prawdę ciekawa książka. Było śmiesznie, smutno, intrygująco i ciekawie, czyli wszystko co powinna mieć dobra powieść. Autor wrzucił tu tak wiele tematów, że na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Osobiście, mi najbardziej podobało się zakończenie, bo była to wspaniała puenta.

"Po tym wszystkim ciągle wydaje mi się, że jedyne wyjście to proste i szybkie wyjście - ale wybieram labirynt. Labirynt jest do bani, ale i tak go wybieram."
(s. 307)

Jeśli chodzi o samą oprawę graficzną, to uwielbiam wygląd wszystkich książek Greena. Bukowy Las wydał je fenomenalnie, wszystkie do siebie pasują i wzajemnie się dopełniają. No i są skrzydełka, które uwielbia chyba każdy! :) Tekst jest wyraźny, nie męczy oczu. Dla mnie to ogromny plus, bo ostatnio czytałam książkę, gdzie litery podrażniały mi wzrok tak, że wieczorem musiałam zapuszczać sobie krople, których serdecznie nienawidzę. W przypadku "Szukając Alaski" moje oczy nie ucierpiały :)

Tytuł: Szukając Alaski
Autor: John Green
Tłumaczenie: Anna Sak
Wydawnictwo: Bukowy Las
ISBN: 9788362478934
Liczba stron: 320
Cena okładkowa: 34,9 zł

Moja ocena: 7/10

Recenzja dostępna również na Lubimy Czytać *klik*

Czytaliście "Szukając Alaski"? A może macie za sobą spotkanie z inną powieścią pana Zielonego? Co myślicie o moich recenzjach? Chętnie przeczytam Wasze opinie :)

Przypominam o fanpagu mojego bloga na Facebooku *klik*
Czytelniczego dnia życzę ♥
Isabel ♥