Wyobrażacie sobie świat, w którym zwierzęta buntują się przeciw człowiekowi i to one rządzą światem? Zwierzęta, które przez tyle lat były pod niewolą stwarzają powstanie i wyganiają człowieka, by same się sobą zajmować. Czy coś takiego mogłoby być rzeczywistością? Orwell postawił sobie za zadanie sprawdzić to.
George Orwell to autor, o którym bardzo dużo słyszałam. W większości były to pochlebne opinie, więc zdecydowałam się sprawdzić, na czym polega jego fenomen. Początkowo nieco obawiałam się, że treści zawarte w jego książkach będą dla mnie odrobinę za poważne i że czegoś nie zrozumiem, ale mimo to sięgnęłam po mały gabarytowo Folwark zwierzęcy, by przekonać się, czy jest to literatura dla mnie.
"- Niech wśród nas, zwierząt, zapanuje pełna jedność, pełne braterstwo, solidarność w walce. Wszyscy ludzie to nasi wrogowie. Wszystkie zwierzęta są braćmi."
Od razu zaznaczę, że nie należę do osób, interesujących się polityką, więc nie oczekujcie ode mnie szczegółowej analizy powieści czy czegokolwiek w tym rodzaju. Chciałabym tylko podzielić się z Wami swoją opinią na temat tej pozycji oraz napisać, jak ja ją odebrałam.
Zacznijmy od tego, że powieść ta opowiada historię zwierząt, zamieszkujących i ciężko pracujących na Folwarku Dworskim. Zmęczone wykorzystywaniem ze strony ludzi organizują powstanie i wyganiają ich z folwarku. Chcą być same sobie panem. Na początku wszystko jest wspaniale, zwierzęta są równe sobie, wreszcie najadają się do syta i pracują same dla własnego dobra. Z czasem jednak okazuje się, że świnie podstępem zaczynają ograniczać ich wolność. Jak to się skończy?
Powiem Wam szczerze, że przy czytaniu tej książki targały mną przeróżne emocje. Na początku było to niedowierzanie i złość, później ulga, następnie ogarnął mnie smutek i rozpacz. To ostatnie oraz żal nad losem zwierząt towarzyszyło mi mniej więcej od połowy aż do końca książki. Jest to wbrew pozorom bardzo przygnębiająca historia, która odcina marzycielom skrzydła i każe wrócić na ziemię.
"Człowiek jest jedynym stworzeniem, które konsumuje, niczego nie produkując. Nie daje mleka, nie znosi jaj, jest zbyt słaby, by ciągnąć pług, nie potrafi dogonić królika. A jednak jest panem wszystkich zwierząt. Zapędza je do pracy, przydziela minimalne ilości pożywienia, by nie głodowały, a resztę zatrzymuje dla siebie."
Trudno mi oceniać bohaterów wykreowanych przez Orwella, ponieważ z przed i posłowia doskonale wiem, że każda grupka symbolizowała kogoś konkretnego. Nie zmienia to jednak faktu, że ogromnie wzruszył mnie los pewnego konia - Boksera -, którego polubiłam już od pierwszych stron.
W konkretnym wydaniu, które czytałam, moje oczy cieszyły również niecodzienne rysunki Iwana Kulika, które zdecydowanie dodawały swoje trzy grosze do tworzenia klimatu.
Komu mogę polecić tę książkę? Zdecydowanie osobom, pasjonujących się polityką, ale nie tylko. Zauważcie, że ja nie mam zupełnie nic wspólnego z tymi sprawami, a książka naprawdę mnie urzekła i cieszę się, że zdecydowałam się ją przeczytać, bo otworzyła mi oczy na pewne sprawy.
"Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim."
Folwark zwierzęcy/George Orwell/175 stron/Wydawnictwo Literackie MUZA SA/ilustracje Iwan Kulik
Moja ocena:
★★★★✩
A co Wy sądzicie o Folwarku zwierzęcym?
Iza xx