środa, 2 stycznia 2019

NOWY ROK, NOWA JA

Hejj, jest tu ktoś jeszcze? Tytuł, jaki nadałam temu postowi jest nieprzypadkowy. Nawiązuje on bowiem do mojego starego wpisu, do którego Was teraz odsyłam. Przeczytajcie najpierw tamten, a dopiero potem ten. Jest to dla mnie bardzo ważne. Jestem ciekawa, kto z Was jest ze mną od tamtego czasu i mimo olbrzymich luk wciąż czasem wraca do mnie z sentymentu? Głębokie pokłony dla Was, naprawdę! Przyznam się Wam, że pisanie tego posta jest dla mnie niezmiernie ciężkie i muszę ochłonąć oraz pozbierać myśli, bo jest to niezwykle istotny wpis. Ze względu na to będzie też pewnie dosyć chaotyczny, co musicie mi wybaczyć. I długi. Takie masło maślane, ale prosto z serduszka.

Post z 2015 przeczytany? Dobrze, zacznijmy więc. Gdy ja wróciłam się dziś, 1 stycznia 2019 roku do tego wpisu sprzed lat, prawie się popłakałam. Bardzo mnie on wzruszył i zdziwiło mnie to, jak dojrzała byłam w wieku 14 lat. Moje przemyślenia okazały się tak trafne i głębokie, że w głowie mi się to nie mieści! Wróciło wiele wspomnień z tamtego czasu. W październiku tego roku skończę już 18 lat (!) i zdumiewające jest to, jak wiele zmieniło się we mnie i w moim postrzeganiu świata. Jak wiele dobrych i złych doświadczeń mnie spotkało od tamtej pory. 

(muzyka ta sama, co w tamtym poście z 2015 - kolejny celowy ruch :P)

Rok 2018 był dla mnie bardzo ciężki szczególnie ze względu na to, że zaczęłam naukę w liceum. Nie do końca odnalazłam się w tej sytuacji. Byłam bardzo rozchwiana emocjonalnie i... po chodzenia pół semestru do jednej szkoły, z dnia na dzień zmieniłam ją na zupełnie inną. To była jedna z najgłupszych decyzji w moim życiu, miała jednak na szczęście trochę pozytywnych skutków. Nie ma sensu pisać wszystkiego, co działo się w mojej głowie, ale musicie wiedzieć, że było mi naprawdę bardzo ciężko. Przygniotła mnie perspektywa wyboru przedmiotów, które chcę rozszerzać i bardzo bałam się przyszłości, bo nie wiedziałam, kim chcę zostać. Nie mam pojęcia dlaczego tak z dnia na dzień chciałam to wiedzieć, ale żyłam w ciągłym stresie przez to. Nie róbcie tak! Jestem doskonałym przykładem, że to zdecydowanie nie służy. 

Należą Wam się wyjaśnienia, z jakiego powodu odpuściłam sobie blogowanie. Dlaczego zniknęłam i stąd tak z dnia na dzień? Chyba się po prostu trochę wypaliłam, a czytanie książek odsunęłam na dalszy plan. Nie widziałam już sensu w pisaniu, zajęłam się innymi rzeczami. Poza tym miałam trochę problemów, z których chciałabym się Wam zwierzyć, bo nie ma sensu tego ukrywać, skoro wiele osób zmaga się z podobnymi. Może moje wyznanie trafi do nich, dzięki czemu poczują się mniej samotni i spróbują poszukać pomocy? Nie chcę jednak, by ten post był aż tak długi, więc obiecuję, że w niedalekiej przyszłości postaram się o tym napisać - dajcie mi dwa tygodnie, żebym pozbierała myśli. Tak tylko wspomnę, że chodzi o zaburzenia odżywiania, więc jeśli kogoś z Was interesuje ten temat i moja historia, to zapraszam :)

Pierwsza połowa 2018 roku nie była więc zbyt korzystna, jeśli chodzi o moje samopoczucie i nastawienie do świata. Przez 99% czasu chodziłam przygnębiona, choć starałam się udawać, że jest w porządku. Odsunięcie się od znajomych i zmiana otoczenia były skokiem na głęboką wodę. Udało mi się jednak "ogarnąć" jakoś w połowie roku. Wakacje były dla mnie dosyć przełomowe, bo wiele rzeczy zrozumiałam, znalazłam wsparcie przyjaciół i... spuściłam napięcie, wrzuciłam na luz - jak zwał tak zwał. Przestałam się tak wszystkim przejmować, uspokoiłam się. Bardzo dziwne uczucie po życiu w stresie przez tak długi czas. Wakacje były super - między innymi spędziłam świetny czas z rodziną nad morzem i długie godziny zbierałam borówki w pełnym słońcu - brzmi koszmarnie, ale to naprawdę fajne! No może przez pierwsze da dni, bo przy trzecim już śniły mi się po nocach :P Miałam też szansę brać udział w genialnym szkolnym projekcie - pojechałam do Szwajcarii na dwutygodniowy obóz językowy! Mogę bardzo dużo o tym opowiedzieć, więc kolejny temat na posta z głowy - mam nadzieję, że nie przeszkadza Wam to, że odrobinę odchodzę od książek? Przynajmniej na początku, kiedy muszę jakoś na nowo przywyknąć do pisania.

Trudno mi ogarnąć myślami ten rok. Cieszę się, że jest już za mną i mogę zamknąć ten rozdział w moim życiu. Był kompletnie inny od wszystkich poprzednich i wiele ode mnie wymagał. Nie brakło turbulencji i burzowych chmur, lecz pod koniec zza nich delikatnie zaczęło wyglądać słońce. Nadal walczę o moją tęczę i szczęśliwe zakończenie; to nie bajka, więc nie wszystko jest idealnie, ale myślę, że jestem na dobrej drodze.

Jejuu, zapomniałam już dlaczego tak bardzo uwielbiałam kiedyś blogować. To takie oczyszczające wylać z siebie to, co w człowieku siedzi. Niewykonalne jest powiedzieć o wszystkim, ale wierzę, że ta namiastka, którą zdołałam się podzielić da Wam nadzieję, jeśli macie aktualnie gorsze chwile. Chyba zacznę pisać więcej takich refleksyjnych postów, chociaż to jest jeszcze do przemyślenia. Książek przeczytałam niewiele, ale może uda mi się trochę o nich zbiorczo napisać. Jestem taka podekscytowana tym, że wracam - chciałabym powiedzieć, że w wielkim stylu, ale nie mnie to oceniać :P Trochę się stresuję, jak odbierzecie ten wpis, bo był dość osobisty. Mam do Was prośbę - nie chcę nic na siłę, ale bardzo ucieszyłby mnie jakikolwiek odzew z Waszej strony, więc wszelkie komentarze są mile widziane. Zwykłe "hejka" też jest w stanie wywołać uśmiech na mojej twarzy, bo wtedy wiem, że nie piszę tego sama do siebie. 

2019, proszę, okaż się lepszy! To rok osiemnastek, ale nauki też nie zabraknie - mam kompletnie dość biologii i matematyki. Nie spodziewałam się, że odpowiednio 5 i 8 godzin w tygodniu to taka katorga... 

Jak wyglądał Wasz 2018? Sprzyjał Wam czy niekoniecznie? Trzymam za Was mocno kciuki w 2019! Wierzę, że będzie choć odrobinę przyjaźniejszy i dla mnie, i dla Was :)
// Iza

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Komentarz = ogromny uśmiech na mojej twarzy