Nie da się ukryć, że zawód pielęgniarki to niezwykle istotna i ciężka zarówno fizycznie, jak i psychicznie praca, lecz niewiele osób tak właściwie zdaje sobie z tego sprawę. Przyznaję, sama nie wiedziałam o niej wiele, dopóki moja mama nie zaczęła pracować w tym zawodzie. Cieszę się, że w ostatnim czasie pojawia się dosyć sporo książek na ten temat i społeczeństwo może dowiedzieć się, z czym to wszystko się wiąże. Jakie są dobre, a jakie złe aspekty tej pracy, jak wygląda codzienność tych kobiet.
Tajemnice pielęgniarek to krótko mówiąc zbiór rozmów z pielęgniarkami. Każda z nich jest inna: pracują na różnych oddziałach, mają kilku lub kilkunastoletnie doświadczenie, kochają swoją pracę lub czują się wypalone i wykorzystywane przez państwo. Ta różnorodność jest niesamowita i pozwala zobaczyć całą sytuację z różnych punktów widzenia.
Zarówno żołnierz, jak i pielęgniarka otoczeni są śmiercią, różnica polega na tym, że
jedno walczy o własne życie, a drugie o cudze.

Po głębszych obserwacjach odkryła jednak kilka wspólnych cech. Pierwsze, co zanotowała to "Spojrzenie", bo wszystkie, z którymi się spotkała miały zmęczone oczy, spowite siateczką popękanych naczynek. Następne - "Kobiecość", bo w ich głosie było słychać urokliwą, wdzięczną miękkość. "Przekleństwa", bo większość z nich tym miękkim głosikiem cholernie klęła. "Gadatliwość", bo gdy zaczynały mówić, nie mogły skończyć. "Wrażliwość" - tu autorka przyznaje, że dziennikarz wrażliwego rozmówcę poznaje po pozornie niewiele wnoszących szczegółach, zawartych w jego wypowiedzi. I ostatnie - "Hardość", którą było widać w pewnym siebie chodzie, w zmarszczonych brwiach i specyficznie zaciśniętych szczękach.
Z czasem obraz pielęgniarek stawał się na tyle wyrazisty, że krótka odpowiedź na pytanie, kim są, wreszcie nabrała kształtu:
pielęgniarki to kobiety, które walczą i dźwigają w samotności.
Książka ta pozwala w szerszej perspektywie spojrzeć na opisywany zawód, co jest naprawdę niezapomnianym przeżyciem. Pozwala rozeznać się po różnych oddziałach, wysłuchując historii wielu pielęgniarek - często są wzruszające, skłaniające do refleksji, ale zdarzają się i te zabawne. Różnorodność jest naprawdę olbrzymia. Czytałam z zapartym tchem, nie mogąc się doczekać każdej następnej!
Jeśli wybierasz pielęgniarstwo z przypadku, jesteś przegrany. To cholernie trudny, odpowiedzialny i mało płatny zawód. Trzeba być pojebanym, by się na niego zdecydować.
To czemu ty się zdecydowałaś?
Bo wiem, że chcę i muszę to robić. (opowiada historię pewnego pacjenta, który był w bardzo ciężkim stanie, lecz udało się go uratować i po jakimś czasie przyjechał rozradowany do szpitala spytać, co u nich słychać) Czasem masz zgon za zgonem, a czasem się zaprzesz i uratujesz kogoś, kto był już właściwie martwy. Takich chwil nie doświadczysz w żadnym innym zawodzie.

Pewna pielęgniarka z 26-letnim stażem na oddziale chirurgii dziecięcej w szpitalu publicznym w woj. Mazowieckim przyznała, że akurat ona nie ma problemów z pieniędzmi - widzicie, jak różnorodne jest to środowisko? Ale dotyka ją co innego:
Nie mam problemów ekonomicznych. Zarabiam 4600 zł brutto i uwielbiam to, co robię. Ale mam problem z tym, jak mój zawód jest traktowany w społeczeństwie. Kiedy w nowo poznanym towarzystwie mówię, że jestem pielęgniarką, zazwyczaj zapada cisza. Wyczuwam dystans ze strony ludzi zadowolonych, że pracują w korporacjach, tak jakby czuli, że siedzą przy stole z kimś gorszym. Nowe pokolenie pielęgniarek robi, co może, by społeczeństwo zaczęło postrzegać ten zawód jako godny. Dawniej wpajano nam, że jesteśmy tylko pomocą lekarską i niestety to przekonanie do dziś pokutuje w świadomości społecznej, a brak szacunku razem z nim.
Może niech pani tego nie pisze, ale po kilku latach śmierć powszednieje. Ktoś powie, że mamy znieczulicę. Bo mamy, ale jak tu nie mieć, gdy człowiek cały czas jest otoczony śmiercią i wypadkami? Jakbym brała nieszczęście każdego pacjenta do siebie, zwariowałabym.
Po każdej śmierci następuje głucha cisza. Wszyscy milkną i nawet dźwięki wydawane przez maszyny medyczne nagle stają się zupełnie niesłyszalne. Czasem ma się wrażenie, że w pomieszczeniu jest jakiś duch.
A co spowodowało, że pani stała się pielęgniarką?
Jako nastolatka miałam wypadek na nartach. W wyniku urazu nogi trafiłam do szpitala i leżałam tam dosyć długo, obserwując przy okazji nieznaną rzeczywistość. Spodobała mi się praca pań w czepkach i białych fartuchach. Pomyślałam, że to piękny zawód i ja też chcę go wykonywać. Moja mama bardzo wspierała mnie w tej decyzji. Chyba czuła, że to miejsce, w którym powinnam się znaleźć.
Wierzysz, że świat jest bardziej dobry, czy bardziej zły?
Bardziej dobry.
Mimo tego, z czym mierzysz się w pracy?
Pewnie! To jest największa wartość bycia pielęgniarką - obserwujesz potwornie ciężkie momenty w życiu swoich pacjentów i siłą rzeczy odnosisz je do siebie. Zaczynasz rozumieć, co jest naprawdę ważne i bardziej doceniasz wszystko, co masz. Z perspektywy szpitalnych korytarzy widzisz zupełnie inny świat. Ten prawdziwy.
***
// Iza