
Historia przedstawia się tak. Profesor i wykładowca bioinformatyki jest zwykłym naukowcem, jakich wiele. Theo Cray żyje w swoim własnym świecie i fascynuje się światem przyrody. Jego nazwisko jest dosyć znane w kręgach, w których działa, choć kompletnie nie zależy mu na popularności. Po prostu robi to, co lubi i jest w tym cholernie dobry. Charakteryzuje go ogromna inteligencja i dociekliwość, co okazuje się być przydatne nie tylko w jego zawodzie, ale również w sprawie śmierci jednej z jego studentek.
Juniper zginęła w lesie, niedaleko szosy. Kiedy jej wykładowca, Theo Cray, zostaje wezwany na przesłuchanie jako świadek, okazuje się, że jest jednym z dwóch podejrzanych o morderstwo. Z tego, co jednak ustalono później przez policję, dziewczyna zwyczajnie znalazła się w niewłaściwym czasie o niewłaściwej porze. Przyszła bowiem badać organizmy wodne i niefortunnie natrafiła na niedźwiedzia, który brutalnie odebrał jej życie. Theo Cray jednak nie jest przekonany co do tej tezy, ponieważ przebadał ukradzione próbki krwi dziewczyny oraz włosów rzekomego niedźwiedzia i coś zaczęło mu się nie zgadzać. Co więcej, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od miejsca, w którym znaleziono jej zmasakrowane ciało nie było ani jednego zbiornika wodnego, który mógłby być przydatny w badaniach, których prowadzenia się podjęła. Mimo przekonania policji, że to robota niedźwiedzia, wykładowca bioinformatyki upiera się, że Juniper została zabita przez człowieka z olbrzymim doświadczeniem w zacieraniu śladów. Mężczyzna postanawia na własną rękę rozgryźć tę zagadkę, co okazuje się niezwykle trudne i niebezpieczne.
Naturalista Andrew Mayne'a to do tej pory najlepszy kryminał/thriller, jaki przeczytałam w całym moim życiu. Mówię to szczerze, z ręką na sercu. Biorąc się za tę książkę nie wiedziałam, na co się porywam. Jest to napisana w bardzo inteligentny sposób historia wyjątkowo zawikłanej sprawy. Jesteśmy jednak na bieżąco, ponieważ autor nie pozwala, żebyśmy nie wiedzieli, o co właściwie chodzi w tym, co przed chwilą przeczytaliśmy. Wykreował w tym celu bohatera, który w bardzo prosty sposób objaśnia, co krok po kroku robi, by dowiedzieć się prawdy. Niezwykle ciekawe jest to, że Theo Cray nie jest detektywem czy policjantem, jak to zazwyczaj bywa w kryminałach, ponieważ zajmuje się zupełnie inną działką. Jednak to właśnie bioinformatyka pozwoliła mu zauważyć, że coś tu nie gra i odgrała ważną rolę w odkryciu sprawcy. Sprawcy, który okazał się być dużo bardziej niebezpieczny i doświadczony w zabijaniu, niż moglibyśmy się spodziewać. Seryjnego mordercy, który ma na swoim koncie lekko licząc... 300 trupów. Działa w bardzo zorganizowany sposób, gdyż uważa siebie za drapieżne zwierzę i dlatego właśnie przyjmuje taktykę jednego z nich. Do tej pory nie udało mu się wpaść i nie zamierza dopuścić do tego, by Theo Cray prowadził dłużej swoje dochodzenie. Dochodzenie, które pozwala naukowcowi dotrzeć do wywołujących gęsią skórkę początków krwawej działalności mordercy.

Nie wiem czy jest sens to pisać, bo to raczej jasne jak słońce, że gorąco polecam tę pozycję. Jestem przekonana, że będziecie przewracać kolejne strony z olbrzymim zapałem, a ta historia sprawi, że przyspieszy Wam puls - szczególnie druga połowa książki nie pozwala odłożyć jej ani na chwilę, ponieważ właśnie wtedy dzieją się najistotniejsze rzeczy. Nie zawiedziecie się - macie na to moje słowo.
Ta książka to zdecydowanie hit. Zapamiętajcie okładkę i czym prędzej sami się o tym przekonajcie.